Minister Jarosław Gowin o potrzeba likwidacji zawodu przewodnika turystycznego jako zawodu regulowanego

(…) nie widzę powodów, aby zawodem regulowanym był (…) przewodnik turystów. Jeden z moich znajomych profesorów UJ dostał niedawno mandat od strażnika miejskiego, ponieważ oprowadzał po Krakowie grupę swoich zagranicznych przyjaciół. Czy to nie kpina ze zdrowego rozsądku?

„Polityka”, nr 51 (2838) z 2011 r., s. 24

 

Reklamy

31 responses to “Minister Jarosław Gowin o potrzeba likwidacji zawodu przewodnika turystycznego jako zawodu regulowanego

  1. Pani Gowin, bardzo Pana szanuje ale uważam, że likwidacja zawodu regulowanego t.j. przewodnik turystycznie nie wpłynie na jakość turystyki (patrz. ustawa o usługach turystycznych) jak i na dostępność do tych usług (nie wszyscy obiektywnie mogą i chcą tą usługę świadczyć). Właściwszym była by likwidacja zawodów regulowanych dotyczących kolejnictwa. Bo czym różni się maszynista pociągu osobowego od towarowego? Likwidacja tych zapisów spowoduje zwiększenie dostępności do tego zawodu, a przez to napewno obniżenie stawki za pracę a co wpłynie na cenę biletu lub transportu.
    Czy w ministerstwie jest ktoś kto może rozpisać na części pierwsze planowane efekty, ryzyka oraz ocenić używając gradacji statystycznej i matematyczne w celu obliczenia użyteczności wprowadzenia tej zmiany?
    Panie Gowin konkrety a nie gadka.

  2. Wolne przewodnictwo to bylejakość ,o to chodzi ?Dziewczę na forach pisze ” za noc się przygotuję „i oprowadzę po Krakowie.
    Zyczymy dziewczęciu szkolnej wycieczki z dobrym nauczycielem historii.
    Zacznijmy od uwalniania dostępu do adwokatury ,to pociągnie za sobą obniżenie horendalnych stawek .To jest zawód zamknięty ,klanowy.!!!!
    Przewodnikiem może zostać każdy !!! Byle się przygotował do zawodu.
    Wszyscy z „WOlnego przewodnictwa ” też

  3. Nie wiem czy pan Gowin posiadł umiejętność logicznego myslenia i merytorycznej analizy swoich pomysłów. Do zawodu przewodnika turystycznego nie przygotowuje żaden kierunek studiów, przygotować może jedynie odpowiedni kurs specjalistyczny ukoronowany egzaminem państwowym podkreślającym rangę zawodu.

    • kurs -ok, egzamin? kpina!!!! dobrze wszyscy wiemy jak ciężko go zdać, a dlaczego? aby nie dopuszczać nowych osób do zawodu. każdy z protestujących doskonale o tym wie!!!!

      ukoronowanie…też mi coś….

  4. Mechanik, który wyreguluje układ hamulcowy w samochodzie nie musi mieć licencji, kursów itd, a od jego wiedzy zależy ludzkie życie. Rynek i odpowiedzialność karna wymusza, by miał odpowiednią wiedzę. Informatyk, który zarządza siecią dzięki której napisaliśmy swoje posty, też nie musi mieć licencji. Rynek wymusza odpowiednie kwalifikacje. Dlaczego turysta, który chce aby oprowadził ją po mieście miejscowy znawca regionu musi brać tylko tego z licencją? Dlaczego doktor archeologii, który chce oprowadzić po tym mieście klub miłośników archeologii musi mieć licencję?
    Proszę o merytoryczną odpowiedź.

  5. Doktor archeologii oprowadzający po mieście członków klubu miłośników archeologii nie musi posiadać uprawnień przewodnika miejskiego. Sugerowałbym przeczytanie ze zrozumieniem treści następujących zapisów:
    1. przewodnik turystyczny – osobę zawodowo oprowadzającą turystów lub odwiedzających po wybranych obszarach, miejscowościach i obiektach udzielającą o nich informacji, oraz sprawująca nad turystami lub odwiedzającymi opiekę w zakresie wynikającym z umowy,
    2. posiadanie uprawnień przewodnika miejskiego jest wymagane w przypadku wykonywania zadań przewodnika turystycznego w następujących miastach.
    Jeżeli w Pańskiej ocenie doktor archeologii rzeczywiście pełni funkcję przewodnika turystycznego to dalsza nasza dyskusja nie ma sensu. Jeżeli nie pełni rzeczonej funkcji to ta dyskusja też nie ma sensu.
    Moje dywagacje są jednakże skalane grzechem pierworodnym – jestem przewodnikiem miejskim i górskim.

    • Panie Ryszardzie! Dywagacje dywagacjami, cytaty zapisów ustawy o.u t. tylko teorią, a fakty sobie. Wg Kodeksu wykroczeń: “Kto wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek – podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.”
      Brakuje jasnej wykładni tego przepisu, w jakich tylko przypadkach może mieć on zastosowanie. Wspólne patrole umundurowanych funkcjonariuszy z upoważnionymi do kontroli przewodnikami zwykle stosują go wprost, przeprowadzając swego rodzaju selekcję wśród turystów na ulicach miast i na publicznych szlakach wg własnego widzimisię i dzieląc ich na “lepszych” i “gorszych”. Oto fragment artykułu z “GW”: “insp. Sławomir Chełchowski, rzecznik straży z Wrocławia mówi, że każdy przypadek jest traktowany indywidualnie i dopytuje: – A skąd ta wycieczka? – Np. z Warszawy – odpowiadam. – A nocuje we Wrocławiu? – Nocuje. – To musi mieć przewodnika – stwierdza i dodaje: – Inaczej mandat.” Więcej => … http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9567257,Przewodnik_postrachem_wycieczki.html

      Opisane w prasie sytuacje przedstawiciele lobby przewodnickiego usiłują usprawiedliwiać, że niby to strażnicy miejscy są niedouczeni i nadgorliwi. A guzik prawda. Przecież to wspólne patrole umundurowanych funkcjonariuszy z upoważnionymi do kontroli przewodnikami inwigilują turystów i przewodnicy wspólnie biorą udział w szykanowaniu niewinnych ludzi żądając od nich legitymacji z pieczątką upoważniającą do otwarcia przysłowiowej gęby na temat zabytków czy przyrody.
      Straż miejska po prostu robi to pod dyktando przewodników. Oto cytat ze strony: http://www.guide-cracow.pl/www/index.php/dyskusje/?SGLSESSID=6040277a6d915245810376f8fc4af18d&/1/
      „Doświadczeni przewodnicy wchodzący w skład Komisji Kontroli obserwują osobę, którą chcą skontrolować. Przysłuchują się dyskretnie i obserwują jej zachowanie.”
      Jakim prawem przewodnicy inwigilują i podsłuchują turystów? Wykorzystanie metody podsłuchu bez dodatkowej zgody sądu jest wkroczeniem w sferę konstytucyjnych wolności, przede wszystkim w swobodę komunikowania się. Czas skończyć z kultem pieczątki i legitymacji, jako jedynie dającej prawo do przekazywania turystom informacji krajoznawczych na ulicy czy na szlaku w lesie. Ja muszę mieć pełne prawo do wynajęcia jako przewodnika kogo zechcę i zawarcia z nim umowy, a ten z kolei musi mieć prawo mi taką usługę wyświadczyć bez narażania się na szykany administracyjne. W innym przypadku będziemy mieli do czynienia z absudami. Uwolnienie zawodu przewodnika i wprowadzenie zasad wykonywania tej pracy jak np. w Niemczech, będzie tu właściwym rozwiązaniem.

  6. Ewa - przewodniczka

    Przewodnicy powinni mieć rzetelną wiedzą potwierdzoną państwowym egzaminem. To co bredzą „melexiarze” w Krakowie woła o pomstę do nieba. Ale kursy przewodnickie za 3000 zł nie powinny być przymusowe, a egzaminy nie wymyślane po to, żeby „upupić” kandydatów, tylko sprawdzać konkrety bez zbędnej przesady. Kto umie – zdaje egzamin i tyle…

    • Uważam, że kurs powinien być obowiązkowy – to tam uczymy się metodyki zawodu. Egzamin państwowy jest żenujący – dobrze wiemy jak wygląda! ‚stare grono’ niechętnie wpuszcza nowe osoby na ‚swój’ teren i po postu nie przepuszcza ogromnej ilości ludzi. Pytania śmieszne…a atmosfera na samym egzaminie doprowadzająca do mdłości. Wiedza jest potrzebna- oczywiście, ale każdy z nas wie jak egzamin na przewodnika (w Krakowie) wygląda…

      • Kurs nie powinien ani – to już raczej pewne – nie będzie obowiązkowy. Jeśli ktoś jest samoukiem też może oprowadzać. Natomiast kursy będą potrzebne, będą organizowane tyle że w sposób bardziej praktyczny i efektywny – pod rzeczywiste potrzeby rynku a nie urzędników-organizatorów.

    • Panie Macieju, na razie jedynie pewne jest to, że zapowiedź „deregulacji” wywołała ogromny protest środowiska.

      • to prawda nie ma co spekulować dopóki nie ma projektu ustawy
        natomiast czy „środowiska” to mam spore wątpliwości, na razie nie widzę żadnego środowiska tylko paru sfrustrowanych działaczy bądź ludzi-fantomów typu Paweł Stelmach którego z taką radością pan tu publikuje. Do tej pory nie dowiedzieliśmy się kim ten „Paweł Stelmach” jest – przewodnikiem? pilotem? pracownikiem uczelni? czy to Pana alter ego?

      • Piotr Cybula

        Pan Paweł Stelmach jest czytelnikiem tego bloga.

    • Panie Macieju, głos sprzeciwu środowiska jest. Może nie jest on jeszcze tak słyszalny jak Pana (liczne wystąpienia w telewizji), ale liczbowo będzie on zdecydowanie większy. Co do osoby o której Pan wspomina, to znając Pana umiejętności wyszukiwania różnych informacji, nie wierzę, że Pan tego nie wie. Na pewno zauważył Pan, że prezentuję tu argumenty „obydwu stron”.

      • Panie Piotrze, dla mnie nie mają znaczenia przypuszczenia czy pan Maciej wie czy nie wie kim jest Paweł Stelmach. Pan to wie na pewno i ja chętnie bym się dowiedział, kto jest autorem pisma opublikowanego na Pańskim blog. Samo nazwisko i imię mi nic nie mówi, a wyszukiwarka google ukazuje setki różnych osób o takim samym imieniu i nazwisku.

      • Pan żartuje, publikuje pan na blogu którego formę wciąż pan wywyższa jako „poważną” versus mojej „niepoważnej” – czyjąś wypowiedź, a potem bawi się z jego czytelnikami w kotka i myszkę każąc im szukać w google kim jest autor. Owszem, jest mnóstwo osób o takim nazwisku w tym jakiś przewodnik beskidzki, ale z riposty P. Stelmacha wynika że on tym przewodnikiem nie jest. To obnaża kompletną niepowagę anty-deregulatorów.

        Natomiast co do „głośności protestów” – owszem głośne są głosy tych którzy się boją utraty przywilejów. Reszta to milcząca większość która jest za deregulacją. Proszę zwrócić uwagę że poza jednym styczniowym artykułem w WT nadal nawet prasa branżowa milczy na ten temat.

        Natomiast – owszem nie przeczę że publikuje pan argumenty obydwu stron ale dysproporcja jest tu bardzo zauważalna. Wypowiedzi P. Stelmacha są wyróżnione jako główne notki a nie zgodził się pan aby moją ripostę zaprezentować w taki sam równorzędny sposób.

      • Owszem, argumenty “obydwu stron” są tu prezentowane. Jednak tej prezentacji towarzyszy ciekawe zjawisko, że „jedna strona” woli raczej kryć się w cieniu anonimowości niż występować otwarcie. Czym to można wytłumaczyć?

      • Piotr Cybula

        może dość agresywnym stylem Pana Macieja Zimowskiego?

      • To jest oczywiście Pana blog i może sobie pan tu prezentować cokolwiek. „Agresywne” są wypowiedzi Pawła Stelmacha, który zarzuca mi prowadzenie akcji społecznej wyłącznie dla jakiegoś wyimaginowanego prywatnego interesu. A ja tylko chciałem jak najłagodniej zapytać, po raz już chyba trzeci albo piąty, kim jest ów Paweł Stelmach.

      • Piotr Cybula

        generalnie rzecz biorąc agresywne wypowiedzi pojawiają się z obydwu stron

      • Ucieka Pan jak tylko może od odpowiedzi na podstawowe pytanie, czyli rozumiem, że nigdy się nie dowiemy – kim jest Paweł Stelmach, którego wypowiedzi promuje pan na swoim blogu?

      • Piotr Cybula

        Panie Macieju – Pan Paweł Stalmach, jak wcześniej wspomniałem, jest czytelnikiem tego bloga. Jeżeli nie chce w tej sprawie więcej się wypowiadać – śledząc tę dyskusję – potrafię do uszanować. Oczywiście każdy ma prawo do oceny tego faktu.

      • Dziękuję za odpowiedź (poprzedniej nie zauważyłem bo wątek zaczyna się robić nieprzejrzysty).

        Komentarz prosty – antyderegulatorzy lamentują że „przypadkowa osoba” czy też „przysłowiowy XUZ spod budki z piwem” będzie mógł być przewodnikiem. Ale nie widzą problemu, kiedy ekspertem w tej sprawie staje się ów XYZ o którym nic nie wiadomo. (Wypowiedzi P. Stelmacha” publikowane są także na stronie PFPiP).

      • Panie Cybula, dostałem właśnie cynka, że na Pana uczelni jest też gość o imieniu i nazwisku Paweł Stelmach:

        http://wtir.awf.krakow.pl/index.php/katedra-polityki-turystycznej/zaklad-ekonomiki-turystyki/124

        Czy to ten jest autorem tych półinteligentnych, dyletanckich, po części idiotycznych wypocin pod moim adresem? Proszę o odpowiedź „tak” lub „nie”. Jeżeli tak, to sprawą trzeba będzie się dokładniej zająć. Nie można dopuścić żeby z podatków przedsiębiorców – takich jak ja, którzy własną pracą i talentem sprowadzają zagranicznych turystów do Polski, i wzbogacają gospodarkę, byli utrzymywani tacy ludzie!. Po moim trupie! Po deregulacji zajmiemy się czyszczeniem brudów na tzw. wydziałach turystyki różnych państwowych uczelni. Musi być jakiś mechanizm w demokratycznym państwie żeby temu zapobiec.

  7. Pani Ewo, – Pani jak chyba większość przewodników nie wie co to jest deregulacja. Ten proces nie zabroni posiadania rzetelnej wiedzy ani urządzania i zdawania egzaminów. Natomiast decyzja czy turysta chce posłuchać melexiarza czy przewodnika należy do niego, to jego prywatna sprawa. A to co bredzą politycy też czasem woła o pomstę do nieba, czego dowodem jest pewien często tutaj cytowany poseł.

  8. Panie M.Z. Turysta kupujący wycieczkę w biurze podróży nie ma wpływu na to jakiego przewodnika da mu organizator. Niektóre biura podróży dla minimalizacji kosztów mogłyby kontraktować pseudoprzewodników bez kwalifikacji. Ustawa w obecnym kształcie chroni konsumenta.

  9. Jak to „nie ma wpływu” – ma pan ludzi za idiotów? Nie może kupując wycieczki – postawić warunku: pojadę pod warunkiem że będzie prowadził pan ten i ten? albo pod warunkiem że ma być wszędzie „przewodnik z licencją”? Oczywiście rzadko o to klienci pytają bo liczą się rzeczywiste umiejętności a nie „papier”. Papierem próbują podpierać się ci co są słabi – to ich chroni ustawa (a raczej pokrętne jej interpretowanie) nie klienta.

    Również wróciwszy z wycieczki klient niezadowolony ma prawo złożyć reklamacje – biura turystyczne są bardzo rygorystycznie kontrolowane, była o tym notk an atym blogu.

  10. Panie Andrzeju! To raczej Panu brakuje umiejętności postrzegania świata, ludzi i siebie w normalnej skali i proporcjach. Pan naprawdę wyolbrzymia problem. Czy aby posiąść wiedzę niezbędną do napisania przewodnika turystycznego po jakimś terenie trzeba odbyć specjalistyczny kurs ukoronowany egzaminem państwowym, podkreślającym rangę autora wykonującego zawód publicysty krajoznawczego? Czy żeby wygłaszać ciekawe prelekcje z przeźroczami o zabytkach i historii różnych regionów Polski trzeba też odbyć specjalistyczne kursy i zdać egzaminy ze znajomości każdego z regionów?

    Przecież to absurd, aby osoba zainteresowana uzyskaniem formalnych uprawnień do przekazywania turystom w plenerze swojej wiedzy i doświadczenia musiała odbyć kurs trwający – w zależności od terenu uprawnień i harmonogramu zajęć – od kilku miesięcy do kilku lat. Prowadzi to do kuriozalnej sytuacji, że wspomniany autor przewodnika czy prelegent, który nie poniesie sporych kosztów i nie poświęci czasu na odbycie długotrwałego kursu, nie ma prawa oprowadzić turystów po opisywanych przez siebie miejscach bez narażania się na sankcje karne.

  11. Panie Piotrze, czy mam rozumieć, że tajemniczy Paweł Stelmach wyraźnie zastrzegł sobie, że nie ma Pan ujawniać jego funkcji czy innych powiązań z Polską Federacją Pilotażu i Przewodnictwa?

  12. A ja dodam jeszcze, że Paweł Stelmach z krakowskiej AWF jest także członkiem Studenckiego Koła Przewodników Górskich w Krakowie. Figuruje w bazie => http://www.baza-przewodnikow.pl/result?view=person&p=6&id=364

    O ile to ta sama osoba, to warto postawić tu pytanie, na ile może być obiektywna wypowiedź zamieszczona na tym blogu? Przecież obecni przewodnicy na ogół boją się deregulacji jak przysłowiowy „diabeł święconej wody”. Tylko niewielu jest odważnych i gotowych stawić czoła konkurencji na wolnym rynku usług. A jak widać ta wypowiedź jest obciążona sporym ładunkiem subiektywizmu i pełna obaw w związku z planowanym przez rząd uwolnieniem tego zawodu od gorsetu państwowych regulacji.

  13. Prostuję: Baza Studenckiego Koła Przewodników Górskich w Krakowie jest tu (patrz poz. 803) => http://www.skpg.krakow.pl/nowa/czlonkowie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s