Krytyczny głos w stosunku do akcji „wolne przewodnictwo”

Poniżej zamieszczam krytyczne uwagi odnośnie pomysłu deregulacji zawodu przewodnika turystycznego, jak i samej akcji: „wolne przewodnictwo”, otrzymane do Pana Pawła Stelmacha:

1. Przymus administracyjny prowadzenia grupy przez przewodnika górskiego na wycieczce górskiej może zmniejszać prawdopodobieństwo, że uczestnik grupowej wycieczki ulegnie wypadkowi. Z kolei umożliwienie prowadzenia grupowych wycieczek górskich przez osoby przeszkolone tylko przez organizatora turystyki (samorodne talenty przewodnictwa, mistrzowie atrakcyjnej formy przekazu abstrahujący od treści, zbyt genialni na weryfikację na państwowym egzaminie znawcy potrzeb turysty) zwiększa takie prawdopodobieństwo. Zaistniała wspomniana sytuacja na Babiej Górze (do tej pory nie wystarczająco zbadana pod kątem roli przewodników w tej grupie) nie rozstrzyga o sensowności braku „obowiązku przewodnickiego” (w tej kwestii rozsądne stanowisko zajął Pan Zygmunt Skibicki http://www.321gory.pl/phpBB2/viewtopic.php?p=190241).
2. Akcja Wolne Przewodnictwo nie jest ani społeczna, ani reprezentatywna dla polskiej branży turystycznej. Koordynator tego długoletniego intensywnego prywatnego lobbingu (wbrew wielokrotnemu odżegnywaniu się) ma konflikt interesów jako potencjalny beneficjent postulowanych zmian prawnych, przede wszystkim dzięki uzyskaniu medialnego rozgłosu dla prowadzonego biura podróży (blogi, prasa i radio) jak i dzięki docelowemu uzyskaniu możliwości pomijania licencjonowanych przewodników jako podwykonawców (możliwość powiększenia marży dzięki przejęciu części łańcucha wartości, spadek kosztów organizacyjnych).
3. Motywowanie postulowanych zmian prawnych liberalnym dogmatem wolnego rynku i potrzebą zmniejszania roli państwa w gospodarce jest hipokryzją. Same sugerowane zmiany prawne byłyby ingerencją państwa w rynek usług przewodnickich i pilockich, naruszałyby ustalone w nim warunki konkurencji poprzez zmniejszenie barier wejścia do sektora. To skrzyżowanie interwencjonizmu z kapitalizmem korporacyjnym, z tym że na życzenie jednego mikroprzedsiębiorcy.
4. Klient nie jest absolutnym weryfikatorem poziomu jakości. Jakość zależy od takich cech klienta jak oczekiwania, percepcja, wiedza na temat usługi i jej specyfiki. Im poziom wymienionych zmiennych jest niższy tym łatwiej świadczyć usługi, które znajdą uznanie. Jest większe prawdopodobieństwo, że to osobnik, którego wiedza nie została w żaden sposób sprawdzona może mijać się z prawdą i wprowadzać w błąd turystów, choćby robił to w atrakcyjnej formie.
5. Wreszcie najważniejsze, o czym napisał Bartek Bynowski, czyli wychowawczy wymiar licencjonowanego przewodnictwa. „Uwalnianie przewodnictwa” to wylewanie tego dziecka z kąpielą. Swobodny dobór „pełniących obowiązki przewodnika” przez organizatorów turystyki może sprzyjać relatywizmowi w stylu i na poziomie jak w poniższych przykładach:
„Odnośnie „bzdur” gadanych przez przewodników – nie ma żadnego zakazu opowiadania bzdur, na tym polega wolność słowa”.  (http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/komentarze/index.php?nid=15584356)
„turystyka to nie część edukacji” (http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/licencja-a-prawo-jazdy,12316210,n)
„ostateczna weryfikacja i tak należy i należeć będzie do pracodawcy – właściciela biura, który lepiej niż jakiś urzędnik zna potrzeby, bynajmniej nie „państwowego”, tylko w 100% prywatnego – rynku usług turystycznych. (…) Jeśli ktoś znajdzie model biznesowy i sprowadzi do Poznania turystów w sposób niekonwencjonalny, nawet w mniemaniu niektórych „opowiadając bzdury” – nie wolno mu tego zabronić! A szczegółowe szkolenie z historii jest mu po prostu niepotrzebne.” (http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/komentarze/index.php?nid=15608216)
„O Boże gościu, skąd ty się tu urwałeś, z jakiegoś posiedzenia egzekutywy komitetu gminnego PZPR? – wracaj tam czym prędzej i kurze za sobą zamiataj. Sio! (…) Powiedziałem – sio, a raczej jak do kota – a psik. Mnie prowadzącego z sukcesem biuro od 21 lat będzie pouczał jak mam swój biznes prowadzić, skubany anonim. I teraz widzicie państwo o co chodzi tym borowym dziadkom – sami g.. umieją, więc innymi chcą rządzić, kontrolować pisać im ustawy i wytyczne. SP***ALAĆ na Białoruś, albo na działke, hodować króliki i sobie je „regulować”” (http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/komentarze/index.php?nid=15607762)
„cenię sobie publicystykę Jerzego Urbana (…) Nie twój zafajdany interes. Kto cię tego nauczył, kapitan SB? (…) Mamy wolność słowa, dzięki której miliony ludzi np. kupują szmatławe gazetki z durnymi plotkami, może akurat tamci turyści też mieli ochotę posłuchać wiadomości pomylonych i poplątanych.” (http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/archiwum/?rok=2011&miesiac=11)
Itd. Taki poziom prezentuje organizator turystyki wojujący o liberalizację przewodnictwa. Wszelkie dostępne pomyje hojnie wylewa na głowy swoich adwersarzy niemal codziennie na swoim blogu. Czy podobny brak kultury czeka nas po uwolnieniu przewodnictwa, z tym że w atrakcyjnej rynkowo formie, tak że turysta będzie zadowolony?

Reklamy

26 responses to “Krytyczny głos w stosunku do akcji „wolne przewodnictwo”

  1. Od dłuższego czasu lansuję tezę, iż żądzą nami głuptasy. Nie głupki lecz głuptasy, miłośnicy wiedzy czerpanej z Wikipedii i Internetu. Konunkturaliści od siedmiu boleści.Oczywiście, że jestem przeciwny uwolnieniu zawodów pilota i przewodnika. Nie przemawiam teraz jako osoba czerpiące krociowe zyski ze szkoleń pilockich. Są one w moim wypadku marginesem. Dlaczego należy uwolnić te zawody? Bo znajomi pana Gowina zapłacili mandat. Gdybym miał możliwość spotkać pana Gowina to po pierwsze zasugerowałbym mu przeczytanie definicji ustawowej co oznacza pojęcie przewodnik turystyczny. Po drugie zapytałbym czy jego znajomy oprowadzając po Krakowie wykonywał funkcję przewodnika turystycznego i czy idąc konsekwentnie tym tokiem myślenia miał obowiązek posiadać uprawnienia przewodnika miejskiego. Zakładam może nieco zbyt optymistycznie, że minister sprawiedliwości Najjaśniejszej potrafiłby przeczytać kilka zdań ze zrozumieniem, a następnie potrafiłby udzielić na to pytanie prawidłowej odpowiedzi. Na koniec zaś zadałbym mu pytanie co on jako minister sprawiedliwości zrobi aby prawo w Polsce było egzekwowane, a nie tylko wypaczane. Co zrobił aby strażnicy miejscy znali obowiązujące nad Wisłą prawo.
    Polska niestety jest krajem niedouczonych głuptaków – dzikusów czerpiących wiedzę wyłącznie z netu. Wg. rozporządzenia MEN z 1997 roku osoba fizyczna nie prowadząca działalności gospodarczej może zorganizować kolonię. Zapis ten jest sprzeczny z ustawą o usługach turystycznych, dyrektywą 90/314 w sprawie zorganizowanych podróży, wakacji i wycieczek i ustawą o ochronie konkurencji i konsumentów (narusza zasady uczciwej konkurencji). Obozy dla dzieci i młodzieży szkolnej może organizować wyłącznie osoba wpisana do rejestru organizatorów turystyki. Nie upoważnia do tego sam wpis do ewidencji działalności gospodarczej (orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 30 czerwca 2008 roku, sygn. VI SA/Wa 645/08). Czy myśli Pan, że kogokolwiek w MEN-ie to interesuje. Nie. Wszyscy uważają, że ich przepisy są genialne. A że są sprzeczne z uut? Należy zmienić ustawę bądź jawnie ją ignorować jak robi to poseł Piotr van der Coghen.
    Szanowny Panie! Proszę nie być naiwnym. Jeżeli znajomi ministra zapłacili mandat będący skutkiem głupoty strażnika miejskiego to jest to wina prawa. Głupie prawo trzeba zmieniać! Nikt nie zastanowi się nad głupotą strażnika . Nikt nie zastanowi się także nad konsekwencjami zmian. Szkoląc od 10 lat nauczycieli (około 25000 przeszkolonych osób) wiem, że jedynym co motywuje ich do wynajęcia przewodnika w góry jest strach. Strach przed przepisem. Teraz gdy strach minie będą łazili wiosną, latem, jesienią i zimą po Baranich, Lipowskich, Rysiankach, Romankach, Krupowych, po Beskidzie Niskim i Bóg wie gdzie jeszcze. To przecież takie kapuściane górki. Jak wzrośnie liczba wypadków za kilka lat ktoś wpadnie na genialny wniosek: stare było dobre.
    A tak na marginesie – jestem już starym facetem, od początku lat 80. przewodnikem beskidzkim (SKPB Katowice) i nie jestem w stanie zrozumieć jak ponad 20 osobowa grupa nie mogła sobie poradzić na Babiej. Zupełnie natomiast rozumiem, że trzy osoby w tym samym czasie mogły się „utopić” w śniegu na Baraniej.

  2. Tyle to już wiemy o nauczycielach, „że jedynym co motywuje ich do wynajęcia przewodnika w góry jest strach. Strach przed przepisem.” Co nie znaczy, że przepis jest słuszny. Te przepisy są absurdalne. Zawierają w sobie kuriozalny zakaz chodzenia nawet latem (!!!) grup bez przewodnika po najciekawszych krajoznawczo terenach kraju, m.in. znakowanymi szlakami w parkach narodowych czy w takich turystycznie łatwych górach jak Sudety.

    Gdyby te wszyskie przepisy przestrzegać w pełni, byłaby to katastrofa. Ale i tak dzięki nim zachwiano podstawami działania wielu organizacji, firm i prywatnych osób, zniszczono resztki szkolnych kół turystycznych, klubów turystyki młodzieżowej, upadła szkolna turystyka wędrowna, a brak obłożenia przyczynił się do likwidacji wielu schronisk młodzieżowych, letnich baz namiotowych i innych obiektów dla turystyki kwalifikowanej.

    Czy ktoś tu w ogóle zauważył, że w Czechach obowiązku przewodnickiego na znakowanych szlakach nie ma? A widuję tam latem liczne grupy wędrującej młodzieży, obozy czeskich skautów, zimą poruszają się wytoczonymi szlakami narciarskimi na biegówkach. I nic się tam tragicznego tam nie dzieje. Jednocześnie po polskiej stronie granicy – pustki. Niestety do wielu ten fakt jakoś nie dociera.

    Trafnie ten problem skwitował Jacek Musiał, wiceprezes Karkonoskiej Organizacji Turystycznej „Śnieżka” (fragment stenogramu):
    „…brałem udział w takim sympozjum na temat prawa i wpływu prawa zarówno na polską turystykę jak i na turystykę czeską. Niestety, refleksja była bardzo smutna. My mamy doskonałe strategie, mamy doskonałe prawo. Czesi mają turystów i jest to powiedziałbym, rzecz zasadnicza. Jeżeli ci, którzy decydują o sprawach w państwie, ci, którzy ustalają przepisy, nie zrozumieją, że turystyka jest gałęzią niezwykle ważną i niezwykle potrzebną, dalej będziemy pisali wspaniałe opracowania, bo tych opracowań jest ogromnie dużo, te opracowania są nam bardzo potrzebne, ja naprawdę bardzo dziękuję…”

    W dzisiejszych czasach spadek dochodów na głowę rodziny to mniejsza liczba turystów, zwłaszcza młodzieży szkolnej i mniejsze obłożenie schronisk górskich, które przez to podupadają. I to widać szczególnie w mniej popularnych pasmach polskich gór, m.in. w wielu regionach Sudetów, gdzie są obecnie pustki i zarastają szlaki, na których kiedyś można było spotkać obozy młodzieżowe i innych wędrujących turystów plecakowych.

    W sytuacji ubożenia społeczeństwa narzucanie przez państwo przesadnych ograniczeń pod pretekstem rzekomej troski o bezpieczeństwo jest po prostu nonsensem do kwadratu!!!

    • Bardzo przepraszam, ale nie da się być trochę dziewicą. A Pan jak widać próbuje tej karkołomnej sztuczki. Z wypowiedzi wynikają dwa wnioski: spadek ruchu jest konsekwencją złych przepisów i spadek ruchu jest konsekwencją spadku dochodów. No chyba, że przyjąć iż ogólna pauperyzacja społeczeństwa jest konsekwencją szkodliwej działalności mafii przewodnickiej. Tylko przy takim założeniu trzyma się to wszystko przysłowiowej „kupy”. Czy nigdy w Pańskim umyśle nie zaświtała taka oto konkluzja: Czesi są bogatsi od Polaków i stąd więcej grupy wędruje po stronie czeskiej. Dokładnie tak samo jak większa liczba Niemców spędza wakacje na Wyspach Kanaryjskich niż Polaków.

      • A czy Panu nie przyszło do głowy, że upadek turystyki młodzieżowej w Polsce został spotęgowany nałożeniem się na siebie spadku realnych dochodów w rodzinach i jednocześnie wprowadzania głupich przepisów prawa? A Czesi wcale nie są tacy bogatsi od Polaków, tylko potrafią myśleć tą częścią ciała, która do tego służy i rozwijać turystykę oraz na niej zarabiać.

      • Do Pana Lecha Rugały!
        Otóż Czesi wg. Eurostatu są bogatsi od Polaków. PKB regionu praskiego jest znacznie powyżej średniej europejskiej. A region dolnośląski… no cóż. Tam w rzeczy samej takie tuzy ekonomiczne jak Wałbrzych itp. Wyjątkiem jest tylko Wrocław. To że przepisy są głupawe – nie przeczę. Czesi i tu się z Panem zgadzam są bardziej pragmatyczni. No popełnili choćby takiego harakiri jak powstanie warszawskie. Chciałbym tylko jedną rzecz Panu uświadomić. Dniówka przewodnicka to teraz około 250 złotych. Po podzieleniu 250 złotych przez 40 otrzymujemy kwotę około 6 złotych na osobodzień. Natomiast najgłupszy wstęp do dowolnego miejsca w ostatnich latach przestał kosztować 2-3 złote, kosztuje 8-10 złotych od dziecka. Takich wstępów jest około 2-3 dziennie, Jeżeli chce mi Pan udowodnić, że 6 złotych dziennie rujnuje budżet wycieczki, natomiast 20 złotych nie rujnuje – życzę powodzenia. Ja wiem za skokowy wzrost cen paliwa, cen świadczeń hotelowo-gastronomicznych, itd. odpowiada wyłącznie mafia przewodnicka. To już wszyscy Pańscy adwersarze dawno zrozumieli. Czekam z utęsknieniem na 16 października aby na własne oczy zobaczyć te tłumy wycieczek szkolnych udających się w góry. Od tego dnia nie będą już musieli wynajmować tych krwiożerczych przewodników. Oczyma wyobraźni widzę jak na stronie Klubu Sudeckiego zostaną zaprezentowane wyniki obiektywnych badań. Zaobserwowano – 500% wzrostu, 600%, co ja mówię 1000%. Szanowny Panie ja jestem skłonny się założyć, że w przyszłym roku będzie kolejny spadek ruchu w górach. Następuje proces pauperyzacji społeczeństwa jako całości. Turystyka górska podobnie jak to miało miejsce pod koniec XIX wieku znowu stanie się elitarna.

  3. Nawet mi się nie chce tego czytać. Ale dziękuję za reklamę.

  4. Przypomnienie dla tych co czytają tylko korporacyjne agitki a nie codzienną prasę czy portale społeczno-polityczne http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/historia-deregulacji-przypomnienie,15609602,n

  5. Teraz znalazłem chwilkę czysu więc oficjalna odpowiedź:

    W odpowiedzi na „krytyczny głos w stosunku do akcji wolne przewodnictwo” chciałbym zaprosić na utworzoną właśnie stronę http://wolnezawody.org/kontrargumenty.html – gdzie w zbiorowej formie dałem odpór przeciwnikom deregulacji, w tym również tezom prezentowanym przez Pana Pawła Stelmacha.

    Do moich adwersarzy mam jednocześnie uwagę: Wszelka krytyka moich działań, nawet w złośliwej czy agresywnej formie jest jak najbardziej na miejscu. Należy jednak uważać aby w jej trakcie prezentować własne poglądy na temat deregulacji, komentarze do wypowiedzi publicznych itp. a nie ogłaszać w oznajmującej formie błędnych wyobrażeń na temat mojej działalności zawodowej. Łatwo bowiem można przekroczyć granicę dozwolonej polemiki i napytać sobie szkody.

    Kłamstwem jest, jakoby akcja którą prowadzę nie miała celu społecznego tylko „rozgłos dla prowadzonego biura podróży”. Nie przypominam sobie żebym w jakichkolwiek wypowiedziach „akcyjnych” prezentował jego ofertę. Do działalności zawodowej nawiązuję rzadko i tylko po to aby uwiarygodnić swoją wiedzę na temat branżowych problemów. Zdarzało mi się też bronić czy wspierać firmy, stanowiące dla mnie konkurencję.

    Jeśli jednak Pana Stelmacha tak bardzo interesują moje działania marketingowe – nie ma tu żadnej tajemnicy. Na reklamę publiczną (druk katalogów, stoiska targowe, ogłoszenia modułowe) wydaję rocznie sumę rzędu 30-40 tys. zł. Nie jest to bynajmniej budżet typowego „mikroprzedsiębiorstwa” w tej branży. Dziesiątki godzin poświęcam na redagowanie portali z ofertami. Bardzo ciekaw jestem, ile Pan Paweł Stelmach wydaje na reklamę swoich usług przewodnickich. Nie znalazłem w sieci jego nawet najskromniejszej internetowej wizytówki. Jest to niestety typowe dla przedstawicieli środowiska przewodnickiego – sami nie potrafią zawalczyć na wolnym rynku o klienta, więc lobbują za administracyjnym przymusami.

    Niech więc nikogo nie dziwi ani retoryka mojego bloga ani język jakim odpowiadam na anonimowe ataki. Nie rozmawiam bowiem z turystami, kupującymi moje usługi, tylko z wrogami, zainteresowanymi pasożytowaniem na cudzej pracy, cudzym talencie i cudzym sukcesie. Zacytuję więc słowa, które wypowiedział Adam Michnik przed sejmową komisją śledczą, pytany o knajacki ton jego rozmowy z Lwem Rywinem: Jak się rozmawia z Anglikiem, to się rozmawia po angielsku. Jak z Rywinem, to po Rywinowemu.

    Maciej Zimowski

  6. Paweł Stelmach

    Do moich poglądów odniósł się Pan wybiórczo i nieściśle, przekręcając je na własną modłę. Przykładowo snuje Pan wywody na podstawie bezpodstawnego założenia, że działalność przewodnicka jest moim źródłem zarobkowania.
    Odniosę się w szczególności do sformułowanego w podobny sposób bezzasadnego pomówienia o kłamstwie.
    Twierdzenie «akcja którą prowadzę nie miała celu społecznego tylko „rozgłos dla prowadzonego biura podróży”» sam Pan sobie wymyślił.
    Nie wypowiadałem się na temat celów Akcji, tylko na temat charakteru Pana konfliktu interesów. Proszę nie popadać w biznesową megalomanię, nie interesują mnie w ogóle Pana działania marketingowe ani działalność zawodowa.
    W świetle poniższych racji i dowodów można by się zastanowić, czy nie imputuje mi Pan tego, co może być Pana udziałem.
    Słowo społeczny oznacza w używanym przez Pana kontekście «pracujący bezinteresownie dla dobra jakiejś społeczności» (http://sjp.pwn.pl/szukaj/spo%C5%82eczny). W przypadku orkiestratora Akcji Wolne Przewodnictwo nie ma sytuacji braku interesu, gdyż może on odnosić korzyści, polegające na ułatwieniu prowadzenia swego biznesu dzięki postulowanym zmianom prawnym oraz związane z informację medialną o prowadzonym przez siebie biurze podróży.
    Oto przykłady, gdy media informując o Akcji podają nazwę biura:
    1. http://www.wiadomosciturystyczne.pl/index.php?action=aktualnosci&start=aktualnosci&ID=788
    2. http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/malopolska/952360-mlodzi-przewodnicy-maja-dosc-skansenu.html
    http://www.federation-guides.pl/download/wolne_przewodnictwo.pdf
    Niezależnie od zamierzeń koordynatora Akcji korzyści związane z rozgłosem mogą występować, choćby były tylko efektem ubocznym.
    „Nie przypominam sobie żebym w jakichkolwiek wypowiedziach „akcyjnych” prezentował jego (biura – przypis P.S.) ofertę”.
    Przypomnę Panu zatem o czym (czy rozmyślnie?) Pan zapomina:
    1. http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/archiwum/?rok=2008&miesiac=1
    „Uruchomiłem stronę www.(tu część nazwy biura – P.S.).pl/wolneprzewodnictwo (początkowo strona www Akcji umieszczona była na podstronie biura – P.S.) (…)
    List ten piszę dziś w imieniu swoim – jako właściciel działającego od 1990 przedsiębiorstwa (tutaj pada nazwa biura – P.S.). Jestem m.in. największym organizatorem rowerowej turystyki przyjazdowej w Małopolsce, autorem wielu oryginalnych, dobrze sprzedających się produktów turystycznych. Piszę zmęczony tym, jak bzdurne i antyliberalne prawo utrudnia mi rozwój firmy i uniemożliwia legalny nabór pracowników.”
    2. http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/informacja-dla-prasy-3009,13830177,n
    „Informacja dla prasy (sic! – P.S.) (…) Zapoczątkowana przez (…), szefa założonego w 1990r. biura (tutaj pada nazwa – P.S.) akcja ma na celu …”
    3. http://wolnezawody.org/
    „Akcja wystartowała w styczniu 2008. jako inicjatywa (…) – szefa krakowskiego biura (tutaj pada nazwa i link do strony biura – P.S.).
    4. http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/komentarze/index.php?nid=15615361
    „gdybym miał legalnie zgodnie z wszystkimi drobiazgowymi przepisami organizować swoje turnusy rowerowe to niemal na każde kilka kilometrów potrzebowałbym innego przewodnika. I po to też jest deregulacja”.
    Po zapoznaniu się z powyższymi źródłami Akcja Wolne Przewodnictwo nie jawi się jako społeczna. Sprawia raczej wrażenie prywatnej, w kręgu kilku biur podróży. Selektywność pamięci koordynatora Akcji, rzucanie słów na wiatr oraz ferowanie oderwanymi od rzeczywistości zarzutami wobec osób formułujących merytoryczne kontrargumenty poddają w wątpliwość jego wiarygodność.
    Czy przedsięwzięcia tego nie można by było określić jako nieco nachalnej prywatnej akcji lobbującej na rzecz zmiany prawa, której spodziewanym skutkiem może być ułatwienie życia wybranym nielicznym beneficjentom, dla której określenie „społeczna” stanowi wygodną zasłonę dymną?
    Czy Akcja nie może być postrzegana raczej jako antyspołeczna («sprzeczna z interesami społeczeństwa» http://sjp.pwn.pl/szukaj/antyspo%C5%82eczny)?
    Czy (abstrahując od tego przypadku) nadużywanie przymiotnika „społeczna” do inicjatyw, z której się czerpie profity nie jest dwuznaczne pod względem etycznym?

  7. Warto dyskusję skupić na argumentach merytorycznych. Sięganie do argumentów ad personam (pojawiających się zarówno ze strony zwolenników jak i przeciwników deregulacji) jej nie sprzyja.

  8. Dobrze, zostałem zdemaskowany, więc już nie będę owijał, przyznam się do całej prawdy, jestem sponsorowany przez Mossad.

  9. Panie Stelmach! Pan zupełnie nie rozumie co znaczy prowadzić jakąś działalność społecznie. Otóż jest to taka działalność, za którą nie pobiera się wynagrodzenia. Z tego co się orientuję, pan Zimowski ze swojej pracy, na którą poświęca niewątpliwie sporo czasu, a którą uważam za bardzo pożyteczną, nie czerpie żadnych korzyści finansowych.

    • @ Zofia. Pani Zosiu, to Pani pomieszały się pojęcia. Akcja społeczna to taka, która służy celom społecznym, a nie taka, za którą nie bierze się wynagrodzenia. Bo kibole, którzy niedawno pobili dzieci też za to wynagrodzenia nie wzięli, lecz trudno byłoby nazwać ich akcję społeczną.

  10. Uważam że takie fantastyczne odkrycie Pawła Stelmacha nie może się ograniczyć tylko do jakiegoś niszowego bloga. Niech od razu napisze donos do Skarbówki – wszakże w PIT wpisuję tylko dochody z działalności turystycznej, plus czasem jakieś drobne honoraria z pisania wierszy i piosenek, a nie ma tam rzekomych ogromnych dochodów z tytułu lobbingu.

  11. A co tu komentować merytorycznie? Cel akcji w.p. jest taki jaki jest – czyli zmiana prawa obowiązującego wszystkich. A cały powyższy wywód użytkownika o nicku „Paweł Stelmach” dotyczy obsesji na punkcie mojej osoby. Jeśli uważa że ja na „akcji” zbijam kokosy to niech sobie uważa, obojętne mi to.

    Warto w takim razie zadać pytanie kim jest ów „Paweł Stelmach” bo ani tu ani na stronie FPiP nie podał niczego oprócz imienia i nazwiska. Żadnych danych które mogłyby uwiarygodnić go jako człowieka znającego się na branży. (Swoją drogą widać jaką wartość mają prezentowane przez FPiP dokumenty). Czy to jest może alter ego autora bloga?

  12. I jeszcze raz, bo teraz pomyślałem że to zaiste pewien paradoks.
    Załóżmy że rzeczywiście – teoretycznie ktoś znajdzie notkę w gazecie z nazwą mojego biura w kontekście „akcji”. P. Stelmach zakłada że dzięki temu ten ktoś i mnóstwo klientów innych od razu pozapisuje się na moje wycieczki (raczej dość drogie pakiety wczasów rowerowych czy wypraw przyrodniczych) i przez to się nieprzyzwoicie wzbogacę.

    Tylko z drugiej strony uważa, że na swoim blogu wypisuję straszne głupoty a akcja jest społecznie szkodliwym oszustwem. Więc w tym kontekście powinienem sobie robić raczej wręcz… ANTY-reklamę! A potencjalni klienci powinni trzymać się od takiego biura z daleka.

    Jaki z tego wniosek? Tylko jeden Paweł Stelmach jest mądry (bo odkrył straszną prawdę o akcji wolne przewodnictwo) a cała reszta narodu głupia (bo niepomna jego przestróg płaci mi za usługi.) No cóż, niech tak sobie sądzi 🙂

  13. Osobiście uważam, że profesja zarówno przewodnika jak i pilota wycieczek powinna nadal być regulowana. Po odbytym szkoleniu następuje państwowy egzamin, który weryfikuje daną osobę i jeżeli ta osoba posiada wiedzę adekwatną do prowadzenia danej funkcji otrzymuje ona stosowne uprawienia. Sam mam uprawienia pilota wycieczek z wpisanym językiem obcym do legitymacji i gdy mogę i mam taką potrzebę to się tym chwalę, że posiadam PAŃSTWOWE (czytaj „zweryfikowane”) uprawnienia, a nie jestem byle jakim gościem, który sobie ubzdurał, że pozna świat przy okazji wyjazdu z grupą ludzi. Tym samym uważam, że uwolnienie takiego rynku na pewno przyniesie szkody turystom i nie jest prawdą, że to rynek zweryfikuje przewodników czy pilotów. Turyści rzadko kiedy mają możliwość weryfikacji otrzymanych informacji, inną sprawą są opowiadane anegdoty czy legendy, które mogą mieć inną treść, poza tym można ją dostosować do konkretnej grupy odbiorców, a inną rzeczą jest bagatelizowanie lub udzielanie niepełnych lub nieprawdziwych informacji. Sam wiele razy byłem świadkiem nielegalnych polskich grup w Nepalu i Indiach (to są kraje w których się specjalizuję) i na lotnisku bardzo często można spotkać grupki takich turystów zorganizowanych się za pomocą różnych portali społecznościowych pod banderą lidera, który niby ich prowadzi. Owszem prowadzi ale nie rzetelnie, dając wydrukowane ksera z przewodników i w ten sposób oprowadza, że daje czas wolny. Dlatego posługiwanie się określeniami typu licensed tour guide albo accreditated tour lider są w moim odbiorze jak najbardziej na miejscu, świadczy to o tym, że dana osoba nie jest byle kimś, tylko posiada uprawnienia do tej profesji. Poza tym dochodzą kwestie, o których najczęściej się zapomina, albo ci, którzy się nie znają, nie wiedzą, że zarówno przewodnicy jak i piloci mają w programie szkolenia zagadnienia z zakresu prawa, pierwszej pomocy, elementy psychologii i zajęcia praktyczne. Ci, którzy twierdzą, że praca pilota jest przyjemna i prosta są w błędzie a ich wypowiedzi świadczą tylko o tym, że nie znają zagadnień związanych z tą pracą. Oprowadzenie turystów zarówno przez przewodnika czy pilota to odpowiedzialna praca, pilot ma ustawowy obowiązek opieki nad uczestnikami wyjazdu. Jest 24h dla nich, nie raz zostawia grupę pod opieką na przykład lokalnego przewodnika (piszę o pracy pilota) a sam realizuję sytuacje awaryjne (np. bo ktoś się zgubił, czy komuś skradziono paszport, czy ktoś zachorował itp.). Nie może być sytuacji, że turyści zostaną oddani pod opiekę osoby, która wie tylko z opowiadań lub książek czym jest ta praca. Poza tym nie przesadzajmy w sytuacjach, gdy na przykład profesor jakiejś z uczelni (owszem posiadający większą za pewne wiedzę niż przewodnik) miałby oprowadzać grupy i robić to bez przewodnika i było by to akceptowane. Nie zgadzam się z takimi sytuacjami, ja nie przychodzę do pana profesora i nie prowadzę mu zajęć. Ci naukowcy, którzy to robią rzetelnie wiedza, że potrzebują nabyć uprawnienia i je posiadają…. Jaki problem ? Jeżeli ktoś z Was oglądał kapitalny moim zdaniem film „Slumdog Millionare” to pewnie pamięta scenę, gdy chłopiec oprowadzał parę turystów po TajMahalu … do tego społeczeństwo chce dążyć ? Jak to jest, że przeciwko są ci, którzy nie są pilotami albo przewodnikami …. Chyba, ze nie mogą zdać egzaminu, albo nie umieją sobie poradzić na wolnym rynku. Uważam jednak, aby nie było aż takich kontrowersji, że organy odpowiedz lane do kontroli przewodników i pilotów powinny to robić w oparciu o wielkość grupy turystów. Czyli żeby nie dochodziło do sytuacji, że nadopiekuńcza straż miejska karze mandatem osobę, która pokazuje np. Kraków, swoim 2-3 znajomym. Niech sprawdzają tych, którzy oprowadzają grupy na przykład min 9 osobowe.

  14. Powyższa wypowiedź jest typowym objawem, jak to nazywam – „kultu pieczątki i legitymacji” i myślenia w stylu homo sovieticus. W Związku Radzieckim nawet hotelowa „etażowa” była funkcjonariuszem państwowym i czuła się przez to ważna. Nie wiedziałem że ta mentalność jest jeszcze aż tak rozpowszechniona.
    Co do reszty – proszę wziąć pod uwagę że to klient samemu decyduje komu przeznacza swoje prywatne pieniądze na zorganizowanie prywatnego wyjazdu. Nikt panu nie zabrania konkurować hasłem „jedź ze mną, bo ja mam PAŃSTWOWE uprawnienia” Nie ukrywam byłby to oryginalny rodzaj marketingu, nie spotkałem jeszcze takiej formy reklamy usług turystycznych. Może zawojuje pan rynek.

  15. Panie Macieju! Mam dla Pana lepszy zbiór debilizmów – ustawa o sporcie. Nie wiem czy ma Pan tego świadomość, że realizując turystykę rowerową winien Pan zatrudnić instruktora lub trenera narciarstwa do obsługi grupy. Co Pan na to? Osobiście jestem prawie pewien że nastąpi deregulacja zawodów pilota i przewodnia, czy następnym krokiem będzie akcja „wolny sport”?

  16. Panie Ryszardzie, jest Pan mocno do tyłu 🙂 Akcja „wolny sport” miała miejsce 2-3 lata temu, inicjowana była głównie przez środowisko kajakarzy (instruktor z „państwowymi” uprawnieniami musiał być zatrudniony teoretycznie do każdego spływu) i zakończyła się pełnym sukcesem 16 października 2010. Szczegóły np. w tych linkach:

    http://blog.kajak.org.pl/fok/2009/05/06/popieramy-deregulacje-irr/
    http://www.certyfikaty.wsg.byd.pl/index.php?id=120

    Tak przy okazji – zawód został zderegulowany, a jak widać kursy nadal się odbywają i nie słyszałem o jakimś gwałtownym wzroście ilości wypadków na wycieczkach czy zajęciach sportowych.

    Natomiast, trop jest dobry o tyle że – jeśli szukać „prywaty” w moim postępowaniu to przede wszystkim prewencyjnej – działacze FPiP w swoich corocznych deklaracjach postulują regulowanie i kontrolowanie wszystkich i wszędzie, także wydawanie specjalnych licencji przewodnikom turystyki rowerowej. Kuriozalne o tyle, że biur które na większą skalę taką komercyjną turystykę w Polsce organizują jest raptem kilka, nie wiem więc kto miałby niby ich w tym „szkolić”. Pan Z. Kruczek być może wyobrażał sobie że z nakazem Urz. Marszałkowskiego wejdzie do mojego biura i zakaże mi działalności dopóki w jego firemce nie wykupię skryptów, kursów a może jeszcze sam przed nim zdam egzamin. To jest właśnie mentalność tych ludzi.

  17. Panie Ryszardzie! Bym naprawdę musiał być naiwny aby liczyć na to, że po 16 października nagle ruszą tłumy wycieczek szkolnych udających się w góry. Na odbudowę tego, co zniszczono przez całe lata za pomocą głupich przepisów i w majestacie prawa, oczywiście przy założeniu, że zostaną zniesione wszystkie bezsensowne ograniczenia, trzeba będzie czekać o wiele dłużej zanim poziomem kultury fizycznej i turystyki zbliżymy się do Czechów. A co do stawek za wynajęcie przewodnika, to nie ma znaczenia czy przypadnie 6 zł. na osobę przy podzieleniu przez 40 osób, czy 12 w przypadku grupy 20, czy więcej jeżeli będzie to wycieczka 15-osobowa. Pozwól Pan klientom decydować czy faktycznie potrzebują wynająć przewodnika i ile mogą na to wydać pieniędzy. Nawet gdyby przypadło 60 gr. na osobę, to wymuszanie korzystania z niechcianych usług nie ma tu uzasadnienia.

  18. Wycieczka 40-osobowa?
    Myślę, że dzisiaj coraz więcej jest grup małych, np. 5-12 osobowych.

    • Tych mniej licznych grup kiedyś bywało naprawdę dużo. Dawały obłożenie schroniskom górskim, korzystały także ze stałych i uruchamianych sezonowo schronisk młodzieżowych. Typowe górskie obozy wędrowne, które prowadziłem jako przodownik turystyki górskiej PTTK, a było to w latach kiedy można było prowadzić legalnie bez przewodnika, liczyły średnio 12-15 uczestników. Po wprowadzeniu w 1997 roku sławetnego rozporządzenia RM takie obozy mogli prowadzić już tylko górscy przewodnicy turystyczni. Problem w tym, że nie bardzo mieli na to ochotę.

      Kilka lat temu próbowałem nawet pomóc pewnej szkole znaleźć takiego przewodnika, który by zechciał poprowadzić dwutygodniowy pieszy obóz wędrowny po Sudetach, to po kolei mi odmiawiali. Kiedy każdy zapytany usłyszał, że nie będzie autokaru i nie będzie wożenia „tyłka”, a trzeba będzie chodzić pieszo z plecakiem od schroniska do schroniska, nocować z grupą w turystycznych warunkach, to od razu się wycofywał twierdząc, że ma dużo korzystniejsze oferty. No i obóz w końcu się nie odbył.

      Brakuje młodych i sprawnych przewodników, a ci starzy „weterani” stali się w większości wygodni, na co zresztą wskazuje wyraźnie widoczna nadwaga. Ich kontakt z górami ogranicza się przeważnie do „boiska spacerowego” w pobliżu wyciągu lub do krótkich spacerów na jakiś punkt widokowy w pobliżu parkingu, dokąd dojeżdża się autokarem. Reszta to oprowadzanie po miastach, zabytkowych kościołach, zamkach i pałacach – w tym się specjalizują. A turystyka wędrówkowa leży, bo sami jej nie wezmą, a innym nie wolno, bo przepisy zabraniają.

  19. „Myślę, że dzisiaj coraz więcej jest grup małych, np. 5-12 osobowych” – to prawda, czasy masowej turystyki autokarowej minęły, to jest też jeden z bardzo ważnych argumentów za bezsensem rozdzielania zadać pilota i przewodnika, przy tak małych grupkach studyjnych jest to niepotrzebne.

  20. W projekcie nowelizacji ustawy o usługach turystycznych było m.in. zniesienie sztywnego podziału na osobno przewodników turystycznych i osobno pilotów wycieczek. Ciekawy jestem, kto konkretnie i dlaczego ten rozsądny projekt storpedował i dlaczego wycofano się z większości zakładanych, korzystnych dla organizatorów turystyki zmian?,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s