Van der Coghen a „sprawa bieszczadzka”

W mediach wielkim powodzeniem cieszy się dzisiaj wypowiedź posła Piotra van der Coghena, odnosząca się do głośnego ostatnio pobytu survivalowego w Bieszczadach.

Przez wiele osób jest ona odbierana jako pierwszy zdroworozsądkowy głos w całej dyskusji. Inni, do których się zaliczam, zauważając trafność wielu spostrzeżeń, dostrzegają jednak kwestię pewnej ucieczki od problemu – nikt przecież nie neguje, że takie wyprawy są bardzo wartościowe i potrzebne, należy jednak po zapoznaniu się z okolicznościami niniejszej sprawy dokonać jej rzetelnej oceny.

Dostrzegając pewne mankamenty wyprawy, Piotr van der Coghen stwierdza ogólnie i zaskakująco:

per saldo wyprawa była udana. Młodzież ta zaprawiona przecież w biwakach poznała prawdziwą grozę gór.

Przyznać muszę, że stwierdzenie to zupełnie mnie nie przekonuje. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego „poznanie prawdziwej grozy gór” może wpłynąć na to, że wyjazd ten można zaliczyć do udanych. Podobnie w przypadku np. jakiejś zagrażającej życiu sytuacji na drodze trudno oceniać ją za udaną tylko dlatego, że „poznaliśmy prawdziwą grozę drogi”, czy w przypadku poważnych problemów na morzu – rejs był udany, bo „poznaliśmy prawdziwą grozę morza”. Oczywiście takie zachowania wpływają na przyszłe nasze działania, wybieramy np. mniej ryzykowne sytuacje, ale nie powinno to wpływać na ocenę samego zdarzenia.

W ocenie tej dyskusji i wskazanej wypowiedzi warto dodać (zostało to pominięte), że wyjazd ten zorganizowany został w ramach Szkoły Przetrwania i Przygody SAS. Jak można przeczytać na jej stronie internetowej, jest to „autorski program edukacyjno-wychowawczy Grzegorza Tymoszyka, który jest Zawodowym Instruktorem Survivalu CS. Vancroll.

Szkoła Surivalu Vancroll jest częścią „Konsorcjum van der Coghen. O firmie Vancroll już wcześniej pisałem na tym blogu. Do niedawna poseł Piotr van der Coghen deklarował, że prowadzi ją wraz z żoną.

Oczywiście Piotr van der Coghen ma prawo do dowolnej oceny „sprawy bieszczadzkiej”. Dokonując jej, warto jednak podać wszystkie okoliczności, które mogą wpływać na perspektywę oceny. Zwłaszcza jeżeli jest ona odmienna niż ocena będących na miejscu ratowników GOPR, którzy tej wyprawy raczej nie zaliczają do „udanych wypraw„.

Piotr Cybula

Reklamy

6 responses to “Van der Coghen a „sprawa bieszczadzka”

  1. Pingback: Cytat dnia, czyli kto szkolił SAS we Wrocławiu | PRAWO TURYSTYCZNE

  2. I znów czepianie się na siłę słówek. Określenie „udany” wzgl „nieudany” w odniesieniu do imprezy turystycznej jest subiektywne i głównie zdanie należy do uczestników imprezy którzy są jednoznacznie zadowoleni i żadnych protestów wobec organizatorów nie składają.
    To że Pan poseł też organizował takie szkoły wszyscy wiemy, odnosi się też do tego na swoim blogu. A kto ma się fachowo wypowiadać o survivalu, pani z kwiaciarni?

  3. Nie jestem pewna, czy uczestnicy tej szkoły przetrwania potwierdzili by słowa pana posła „per saldo wyprawa była udana” gdyby przyszło zapłacić im za akcję ratowniczą.

  4. Dawid z krainy pstrąga

    Van Der Gogen to zwykły karierowicz, człowiek, który dla gór i dla Jury zrobił… NIC

  5. Też nie potrafię zrozumieć takiego bagatelizowania sytuacji. Bliskie są mi słowa Amundsena: nie ma czegoś takiego jak przygoda, jest tylko złe przygotowanie – losy jego konkurenta na biegunie południowym o tym świadczą.

  6. Pingback: “Finał wyprawy na Bukowe Berdo. Instruktor naraził życie uczestników” (“GW”) | PRAWO TURYSTYCZNE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s